Szyszynkowa panienka
piątek, 31 lipca 2015
i jestem...
Szyszynkowa panienka...
nazwa kojarzy mi się z Makową Panienką - postacią z bajek, jakie spory czas temu oglądałam podczas Wieczorynki.
Bajkowa, bo cała sytuacja wydaje mi się być niczym bajka, czy film, czymś nierealnym, co nie do końca jeszcze do mnie dotarło. O ile jeszcze jakiś czas temu nie poświęcałam szyszynce i jej obecności w moim mózgu jakiejkolwiek części siebie i swojego czasu, o tyle teraz, szyszynka stała się bohaterką dnia codziennego, moich myśli i wahań.
Takie to wszystko nierealne i tak dziwnie brzmi.
W mojej głowie mieszka sobie torbiel szyszynki (nie najmniejszych rozmiarów) i stopniowo, choć lekarze zaprzeczają, wpływa na mój sposób życia; zaburza mój sen (po okresie totalnej senności, teraz przyszedł czas na bezsenność), odbiera energię, kiedy co dzień walczę, by wstać, bo nie mam sił. Zaprząta myśli, sprawia, że zapominam o wielu rzeczach...
Subskrybuj:
Posty (Atom)